Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sludge. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sludge. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 września 2010

Guantanamo Party Program - wywiad

Mrok, ból i szczery przekaz - tak najtrafniej można określić muzykę wrocławskiego zespołu Guantanamo Party Program, o którym miałem już przyjemność pisać w ramach recenzji ich ostatniego wydawnictwa. Dzięki rozmowie z Grzegorzem - basistą grupy - poznacie nie tylko dalsze plany tych sympatycznych wymiataczy i ich postrzeganie sztuki, ale również drobne detale przypominające o tym, że nie samą muzyką człowiek żyje (chociaż w przypadku GPP zajmuje ona bardzo ważne miejsce).

Niedawno mieliście okazję zagrać o boku Ufomammut. Jak wspominacie ten czas? Jak Wasza muzyka była odbierana przez Włochów? W końcu to zupełnie inne klimaty. No i jak właściwie doszło do tego, że z nimi wystąpiliście?

Zacznę od końca. Odezwał się do nas Eldar z Lipska, który związany jest z grupą, która organizowała koncert Ufomammut. Zaprosił nas, na miejsce Kongh - Szwedzi nie mogli zagrać ze względu na problemy ze składem, a my byliśmy stosunkowo blisko, no i Eldarowi bardzo podobał się nasz krążek. Wrocław to już była kwestia kilku rozmów z Robertem, szefem Firleja i Tomkiem (Asymmetry). Ale to dzięki ich życzliwości mogliśmy zagrać we Wrocławiu. Nie umiem Ci jednoznacznie odpowiedzieć jak Włosi odebrali nasze występy. Na pewno byli dla nas bardzo mili i życzliwi, niestety my nie mogliśmy spędzić z nimi zbyt dużo czasu, bo zaraz po koncercie musieliśmy wracać z Lipska do domu. We Wrocławiu zamieniliśmy ze sobą kilka zdań i to wszystko. Sam wyjazd wspominam (przynajmniej ja) świetnie. Zagraliśmy w świetnym miejscu (UT Connewitz), w którym działają wspaniali ludzie, Wrocław - Firlej - bez dwóch zdań, to jest świetne miejsce do grania. Jedyny minus to taki, że we Wrocławiu wychodziło ze mnie (z nas?) zmęczenie i niewyspanie i miałem poczucie, że nie był to występ na pełnej krysznie.

Dużo osób, z tego co czytałem na forach, odebrało Wasz występ bardzo pozytywnie, i tak jak wcześniej nie za bardzo wiedzieli z czym się je tą muzę, tak teraz są bardzo podekscytowani i czekają na jeszcze - czy Takie głosy, a co za tym idzie, wsparcie słuchaczy jest dla Was silnym czynnikiem mobilizującym do dalszej pracy?? A może robicie to wszystko wyłącznie dla siebie i nieważne jaki byłby odbiór, dalej robilibyście swoje?

Pozytywny odbiór koncertów, płyty to na pewno dla nas energetyczny kop. Chociaż muzykę gramy dla siebie, ma ona wynikać z naszych potrzeb, takiego koktajlu emocjonalnego, jaki między nami się wytwarza, to fakt, że ktoś te emocje poczuł, odebrał, nawiązał z nami kontakt na takiej płaszczyźnie jest inspirujący. Nie mniej jednak, uwierz mi, gdyby takiego odbioru nie było i tak robilibyśmy swoje, bo muzyka i całe GPP to nasz zespół i nasza pasja..

Krążą plotki, że niedługo nagrywacie nowy materiał? Czego można się po nim spodziewać? Przewidujecie jakieś drastyczne zmiany w brzmieniu lub podejściu do utworów?

Rzeczywiście chcemy już niedługo nagrać nowy materiał. Mam nadzieję, że uda nam się to w pierwszym kwartale 2011. Czego się można spodziewać? Tego co zawsze, tylko bardziej, hahaha. Myślę, że nowy materiał będzie intensywniejszy, mocniejszy, cięższy i bardziej "soniczny". W tej chwili pracujemy nad czwartym numerem, na pewno nie ostatnim. Zresztą 3 z nowych kawałków gramy juz na koncertach, a jeden z tych nowych krąży w nawet akceptowalnej jakości dźwięku po youtube ;)

A teraz wytłumacz mi dlaczego tak bardzo nienawidzicie łatki post-metal? Jest ona ostatnio bardzo popularna. Posługiwanie się nią przyniosłoby Wam większe korzyści. :)

A co to znaczy post metal? To co gramy to hard core, pesymistyczny, wkurwiony, walcowaty hard core. Gramy muzykę, która jest pewnym kotłem - możesz w niej znaleźć różne rzeczy - przestrzenne wypuszczenia, sludge`owe walce, motoryczne riffy, noise`owe akordy i dysonanse, screamową melodykę. Ale wciąż jest to hard core. łatka post metalu trochę mnie martwi. Jesteśmy przez nią skazani na porównywanie do Blindead, ISIS i Cult of Luna. OK, to nawet miłe, ale chyba nie do końca trafne. Moja fascynacja takim graniem wyrosła na podwalinach Neurosis (z płyt "the word as law", "souls at zero" czy "enemy of the sun" - chociaż późniejsze tez kocham), czeskiej sceny noise core (Lvmen, Thema 11, Ravelin 7), polskich noise`owców (Ewa Braun, La Aferra, Krzycz), czy tuzów pokroju Today Is The Day. Myślę, że takie inspiracje sa bliskie wszystkim członkom GPP.

Ciekawi mnie kwestia szaty graficznej Waszego pierwszego wydawnictwa. Dlaczego zdecydowaliście się na tak surową, mroczną i zarazem minimalistyczną formę? Zaważyły względy finansowe, czy tak po prostu chcieliście?

Szata graficzna pierwszej płyty to efekt - może to zabrzmi dziwnie - kilku miesięcy rozmów, wymieniania się pomysłami i szukania optymalnego efektu. Prostota okładki, to moim zdaniem taka czysta karta, minimalizm, czysta forma. Czytelność i schludna elegancja. Koszta nie były dla nas istotne, ponieważ mamy zaprzyjaźnionych grafików, dobrych grafików, którzy byli skłonni zrobić dla nas artwork albo za darmo, albo za symboliczną złotówkę, jednak w efekcie tych naszych rozmów zdecydowaliśmy się na takie rozwiązanie. Moim zdaniem digipack wyszedł elegancko.

Następne pytanie nasuwa się samo: kiedy winyl? :)

Bardzo bym chciał, żeby zarówno debiut, jak i materiał ze splitu no i najnowszy album wyszły na czarnych krążkach. Niestety nie do końca od nas to zależy. No Sanctuary jest za małą firmą działającą według zasad DIY i dla nich wydanie winyla to poważne wydatki. A nie ukrywajmy, nasz cd nie sprzedaje się najlepiej, więc i ryzyko jest dla nich znaczne. Mam jednak nadzieję, że chłopaki z NS Rec. nie będą na naszej płycie stratni, bo to świetni ludzie, którzy robią fajną robotę.


Skoro już jesteśmy przy dalszych planach, to powiedzcie mi jak prezentuje się najbliższa przyszłość GPP? :)

Próby, próby, próby i koncerty, koncerty, koncerty. Chcielibyśmy grać ich z 50 razy więcej, ale to niemożliwe, bo wszystko rozbija się o prozę życia - praca, szkoła itp. Na pewno planujemy zagrać do końca tego roku z 10 koncertów. Wciąż kombinujemy nad Opolem i Wołowem k. Wrocławia. 3.X. gramy z Panaceą w Bolesławcu (w starej fabryce, fajne miejsce), a potem dopiero w listopadzie wybieramy się do Sosnowca, Krakowa, Chełma i Warszawy. Grudzień to mała trasa z naszymi przyjaciółmi z Niemiec - Seas of Stone - dwa koncerty w Polsce (Wrocław i Poznań) i dwa za zachodnią granicą (Berlin i Lipsk). Na przyszły rok planujemy trasę w Czechach i może kilka kolejnych koncertów z At The Soundawn. I my i Włosi, chcielibyśmy się spotkać i znów wspólnie coś pograć.

A z jakimi kapelami najlepiej Wam się występuje na jednej scenie? Cenicie sobie różnorodność w doborze współgrających zespołów?

Ciężko odpowiedzieć z kim nam się gra najlepiej. Fajnie było pograć z At The Soundawn, bo to świetna ekipa, z którą się zakolegowaliśmy, ja bardzo czekam na gig z Panaceą, Sun for Miles i trasę z Seas of Stone. Żałuje, że dwukrotnie nie udało nam się zagrać z Echoes of Yul. Róznorodność jest fajna i jeśli spotkamy się z zespołem, który nas zaciekawi, to na pewno taki koncert będziemy dobrze wspominać (tak jak np. Transwaggon w Pradze, czy Loma Prieta na Słowacji).

Gracie zdecydowanie niszową, choć zyskującą na sympatii odbiorców odmianę gitarowej muzy. Jak wygląda zatem kwestia organizacji gigów? Ciężko jest?

Jesteśmy w komfortowej sytuacji, bo albo imprezy załatwiamy w oparciu o naszych przyjaciół z Polski (ale nie tylko), albo mamy potężne wsparcie pod postacią Golema i Asymmetry. Bardzo za to dziękujemy.

Na swoim koncie macie pozytywnie przyjęty split z Echoes of Yul i Sun For Miles, znalazły się na nim Wasze utwory urozmaicone elektroniką. Czy w przyszłości planujecie dalej eksperymentować w tego typu obszarach?

Odkąd pojawiła się idea splitu z EOY i SFM cały czas na po głowie chodziło zaprzęgnięcie chłopaków z Echoes w jakieś rozszerzenie naszych tracków. Bardzo się cieszę, że Jarek sam zaproponował nam pomoc (co ciekawe wyprzedził mnie dosłownie o kilka minut, bo rozmawiałem z nim właśnie, żeby ten temat poruszyć) i udało nam się takie alternatywne wersje przygotować. Nie wykluczamy dalszej współpracy ani z EOY ani SFM, na chwile obecną jest za wcześnie, żeby mówić o ewentualnych szczegółach. Na pewno na razie nie ma mowy o tym, żeby do GPP doszła nowa osoba na stałe, która zajmie się elektroniką. Ale niczego nie wykluczamy w przyszłości.Wszystko jest możliwe, nawet zarówno rozrośnięcie się do 20 osobowego składu, lub zwężenie do trio :)

A jak Wasze zaangażowanie w granie przekłada się na szarą codzienność? Ciężko jest pogodzić muzykę ze zwykłymi sprawami typu: rodzina, praca, pies?

Nasze codzienne życie jest zwyczajne. Próbujemy pogodzić ze sobą pracę, szkołę, granie, życie towarzyskie i wszystko inne. Czasem jest ciężko. Ja pracuję jako nauczyciel w poradni psychologiczno-pedagogicznej, nie wiem, czy reszta chce zdradzać swoje tajemnice, ale powiem tyle, że poza mną i Kubą wszyscy pozostali gdzieś tam się uczą i poza Łukaszem wszyscy pracują, hahaha.

Nie planujecie rzucić kiedyś tego wszystkiego w cholerę i skupić się wyłącznie na przyziemnych kwestiach?

Mam nadzieję, że nigdy "nie wydoroślejemy", czytaj zajmiemy się poważnym życiem. Wszyscy kochamy muzykę, skoro przez tyle lat zajmowała ona tyle miejsca w naszych priorytetach, nie sądzę, żeby to się miało w przyszłości zmienić. Gdybym jednak kiedyś zrezygnował z muzyki pewnie bym dużo pisał, to jest tak jakby moje alter ego.

Czy utrzymanie przy życiu tego alter-ego jest drogie?

Aha, ciekawi cię czy nasze hobby jest kosztowne? Niestety tak, ale mamy wyrozumiałe dziewczyny (i żony), które nie krzyczą na nas i nie każą się wyprowadzać gdy kupujemy kolejny efekt do gitary, amp, czy blachy. W polskich warunkach jest to jednak pasja uderzająca po kieszeni i dlatego wciąz nie mam wymarzonego Ampega SVT Classic, Rickenbackera 4003 i Gibsona Thunderbirda. Ale to kwestia czasu, hahaha.

Wróćmy jeszcze tylko na moment do wspomnianej wyżej "drugiej osobowości". Twoja mroczna strona znajduje upust na blogu Kingdom of Cranes. Czy projekt ten stanowi integralną część konceptu GPP? I o co biega z ostrzeżeniem dla niepełnoletnich poprzedzającym tą lekturę?

Blog "Kingdom of cranes" to moja i jak na razie tylko moja idea, chociaż nie wykluczam, że wejdzie w to ktoś jeszcze. Traktuje to jako takie archiwum różnych moich "nocnych myśli", które czasem przeradzają się w teksty dla GPP. Nie jest to ani część integralna działania zespolu, ani chyba szerzej znana wszystkim członkom (chyba tylko Darek, wokalista i Łukasz, gitarzysta tam zaglądają). Pytanie o pełnoletność natomiast to raczej kwestia mojego świętego spokoju - dmuchanie na zimne, chociaż w gruncie rzeczy jest mi obojętne kto to czyta (jeśli ktokolwiek w ogóle).

Na koniec pytanie od jednego z zainteresowanych Waszym zespołem: czy istnieją jakieś poboczne projekty muzyków GPP?

Obecnie nie mamy chyba żadnych pobocznych projektów. Wiesz, GPP samo zaczynało jako projekt członków grind-core`owego Wojtyły i noise rockowego Lost Road. Z biegiem czasu ewoluowaliśmy w zespół. Każdy z nas myśli, żeby robić coś jeszcze na boku, ale na razie nie przybiera to żadnej konkretnej formy. Wojtek chciałby grać shellacowy noise, Darek pewnie też troche by pohałasował, a ja wciąż obiecuje sobie, że wrócę do moich zabaw z klimatami industrialno dark ambientowymi.

Wielkie dzięki Grzegorzu za tą ciekawą rozmowę. Jakieś słowo na pożegnanie?

Dzięki Łukasz za wywiad, a czytającym za dotarcie do końca. Słuchajcie dobrej muzyki i pamiętajcie EURO 2012 nam "nie zabiorom", hahaha.

Hehe, pozdrawiam!

Myspace

środa, 24 marca 2010

Year of No Light - Ausserwelt

Dzięki uprzejmości Tomka z Asymmetry, po raz kolejny mam okazję zrecenzować całkowicie świeży materiał promocyjny. Rangę tego wydarzenia podnosi fakt, iż tym razem padło na płytę osobliwą. Year of No light. Na ich nowego longplaya - który swego czasu zrobił niemałe zamieszanie w muzycznym światku drone - wyczekiwało liczne grono miłośników tego typu brzmień. Muzyka składająca się na Nord była świeża, kipiała energią, a co najważniejsze - skutecznie łączyła kilka stylistyk. Duszny klimat, trans oraz pojawiająca się notorycznie rock'n'rollowa furia sprawiały, że wielokrotnie i z niekłamaną przyjemnością sięgałem właśnie po tą pozycje. Dlatego też przepaść czasowa, dzieląca okres pomiędzy Nord a Ausserwelt powodowała u mnie pewien niepokój o jakość nowego albumu. To co usłyszałem rozwiało jednak moje obawy. Zanim jednak zdążycie wykonać potrójne salto radości i wyskok w kierunku sufitu powinniście wiedzieć, że jest to zgoła odmienne oblicze muzyki, do którego zdążyła nas przyzwyczaić frankońska grupa na swoim debiucie. Zwrot ten mogli przewidzieć jedynie bacznie śledzący twórczość YONL na łamach ukazujących się sporadycznie epek (niestety nie zaliczam się do tej grupy). Zmiany widoczne są już w samej strukturze utworów, stanowiących cztery rozbudowane, monolityczne konstrukcje dźwięków. Nie lada szok stanowiły już dla mnie pierwsze sekundy otwierającego płytę Persephone (Enna). Moim uszom objawiły się bowiem post-rockowe pasaże z prawdziwego zdarzenia. Te jednak zostały inteligentnie ubrane w brzmienie, którego nie powstydziłby się Aidan Baker w swojej Nadji. Wciąż mamy do czynienia z dźwiękami dusznymi i przytłaczającymi, ale gdzieś pod tą siarczystą, kipiącą dźwiękami fasadą spoczywa pewna nutka nadziei, jakiej nie uświadczyliśmy we wcześniejszych dokonaniach Francuzów. W tym eklektycznym krajobrazie znalazło się jeszcze miejsce na ambientowy chaos, nasuwający skojarzenia z Pyramids, jak i black-metalowe akcenty, o dziwo świetnie pasujące do całości. Podobnie udanym zabiegiem zdaje się być wyeliminowanie wokali. Niesie to jednak za sobą ryzyko zagubienia w złożoności materiału, który z większą łatwością mógłby zakotwiczyć w pamięci odbiorcy dzięki jakiemuś charakterystycznemu motywowi pochodzenia gardłowego. Nie powinno to jednak stanowić problemu dla osób słuchających albumu uważnie. A z tym niestety, w erze błyskawicznego pobierania muzyki z internetu bywa różnie. Innym, wartym odnotowania drobiazgiem jest perkusja (lub jak kto woli... perkusje). Rzeczywiście, dodatkowe stanowisko za garami czyni muzykę bardziej mocarną, szczególnie przy zestawieniu z Nord. Nie przesadzałbym jednak z gloryfikacją istnienia w procesie nagrywania dwóch pałkarzy, gdyż w całej tej zagęszczonej produkcji ich obecność nie jest do tego stopnia wyczuwalna. Można być jednak pewnym, że na żywo będzie się czym ekscytować. Szczególnie przy kawałku Persephone (Core) - podręcznikowym przykładzie na to, jak powinny wyglądać epickie, aczkolwiek pozbawione sztampy utwory. Ausserwelt to materiał odważny, nie odcinający kuponów od wcześniejszych pomysłów. Wymaga jednak większego skupienia oraz odpowiedniego klimatu, aniżeli debiut. Kolejna mocna pozycja w 2010 roku. Polecam.

Myspace

niedziela, 14 marca 2010

Guantanamo Party Program - S/T

Guantanamo Party Program to kolejny polski zespół powstały na fali coraz bardziej cenionego w nadwiślańskim kraju post-metalu. Gatunku jeszcze nie do końca zdefiniowanego, gdyż mieszczącego w swej szufladce całą masę różniących się od siebie stylistycznie kapel. Dlatego już na wstępie warto zaznaczyć, że GPP reprezentują tę bardziej ekstremalną stronę neurotycznego nurtu. Co istotne, na recenzowanym przeze mnie materiale dość często pojawiają się spokojniejsze, dające chwilę odpoczynku dla zmysłów wstawki, aczkolwiek zawsze stanowią one preludium do kolejnego zamachu na uszy odbiorcy. Całości towarzyszy spora dawka adrenaliny i napięcia. Te dwa stany chyba idealnie definiują twórczość wrocławian, którym najwidoczniej przyświecał cel stworzenia namacalnej atmosfery zagrożenia, rozpaczy i strachu. Przypomina mi to trochę dokonania Amenra, aczkolwiek Polakom udało się wypracować swój własny, w moim odczuciu zdecydowanie surowszy styl. Skojarzenia z muzyką Belgów prowadzają się głównie do bezkompromisowego, pozbawionego szczególnych ozdobników grania. Przestrzenne gitary zastępowane są przez dramatyzm, tymczasem dudniący, zaczepny bas potęguje uczucie wszechogarniającego zniszczenia. Żaden z sześciu kawałków nie razi nadmierną długością, co zdecydowanie liczy się na plus. Materiał jest spójny i przemyślany, zaś poszczególne elementy nie pojawiają się w nim przypadkowo. Zauważalna jest tutaj konsekwencja w minimalistycznym budowaniu nastroju, gdzie jeden motyw wynika w sposób naturalny z drugiego. Kolejną nie lada gratką są wokalizy wykrzykiwane w języku polskim. Idealne rozwiązanie dla osób pragnących w pełni współdzielić emocje z twórcami tego niebanalnego, osadzonego mocno w post-hardcorowych rejonach krążka.

Chciałbym przy okazji niniejszego wpisu odnieść się do recenzji na łamach serwisu Musicnews. Jej autor uznał, iż "Guantanamo Party Program zaczyna się mniej więcej tam, gdzie u Isis najcięższe riffy przechodzą w melodyjne smucenie". Nic bardziej mylnego. Muzycznie GPP ma się do Aarona i Spółki, jak pięść do nosa. Prędzej pasowałyby w tym miejscu porównania do Cult of Luna, ale i tak są to dwa zupełnie różne światy. Tak więc ośmielę się zasugerować małą poprawkę: GPP zaczyna się tam, gdzie Amenra i Celeste kończą się już siły na dalszy, zmasowany atak gitar.

środa, 25 listopada 2009

Blindead - wywiad

Blindead - zespół, którego nie trzeba przedstawiać chyba nikomu, kto choć w minimalnym stopniu interesuję się polską sceną metalową. Co ciekawsze właśnie Ci Panowie dokonali na niej małej rewolucji. Wpisując się w ruch tzw. post-metalu pokazali, jak powinno się grać klimatyczny, eksperymentalny doom metal. Przed Wami zapis rozmowy z Havoc'kiem, gitarzystą tej świetnej kapeli.

Jesteście jedną z tych grup, która kuje żelazo póki gorące. Autoscopia była świetnym albumem, ale i o nim zaczęto w końcu mniej mówić. Wtedy przypomnieliście o sobie wydawnictwem Impulse. Podejrzewam, że na trzeci longplay również nie przyjdzie nam długo czekać.

Bardzo chcielibyśmy, żeby nowy materiał ukazał się drugiej połowie 2010. Mamy już kilka szkiców, ale przed nami jeszcze naprawdę sporo pracy, więc zobaczymy jak się to wszystko poukłada.

Wróćmy na chwilę do EPki. Myślę, że pozwoliła Wam ona wejść na kolejny level Waszej artystycznej ewolucji. Warto jednak dodać, że z każdym krążkiem Wasz rozwój zaskakuje odbiorców. W jakim kierunku zmierza zatem Blindead. Czeka nas więcej ambientowych podróży w stylu Rosetty? A może podobnie jak Cult of Luna zaczniecie flirtować z post-rockiem?

Tak, rzeczywiście 'Impulse' obudził w nas coś zupełnie nowego i bardzo nam się to spodobało. Nie chcemy jednak popadać w skrajności i tworzyć kolejnej płyty tylko w takim klimacie. Będą eksperymenty, ale z pewnością nie zabraknie na niej wszystkiego co w Blindead charakterystyczne:) Jak już mówiłem, w tej chwili mamy gotowe szkice trzech numerów, więc jeszcze trochę za wcześnie, żeby rozwijać ten temat.

Dźwięki, które pojawiają się z pierwszymi sekundami Impulse przywodzą na myśl sygnał wysyłany przez obcą rasę w filmie "Kontakt" z Jodie Foster w roli głównej. Graficznie i muzycznie również ciężko uciec od skojarzeń z science-fiction. Lubicie tego typu futurystyczną otoczkę?

Ja osobiście bardzo lubię filmy s-f, ale szczerze, to nigdy nie kojarzyłem naszej muzyki z tą tematyką.

Wiem, że Wam póki co to nie grozi, ale niektóre pokrewne Blindead zespoły ewidentnie cierpią na brak weny. Co myślicie o nowej płycie Isis "Wavering Radiant"? Jeżeli o mnie chodzi, to strasznie się zawiodłem. Aaronowi i spółce najwyraźniej wyczerpała się formuła. Zabrakło tej specyficznej atmosfery, o której Wy nie zapomnieliście w swojej dźwiękowej miksturze.

Mi trochę ta płyta uciekła. Kiedy się pojawiła, słuchałem jej kilka razy. Pierwszy kontakt był dosyć ciężki i nie mogłem przesłuchać jej w całości. Po jakimś czasie coś mi się w niej na chwilę spodobało, ale nie na długo. Dzisiaj nie słucham jej w ogóle. Najlepsze wydawnictwa mają już niestety za sobą. 'Mosquito Control', 'The Red Sea' czy 'Celestial' kładły mnie na łopatki! Później było już tylko słabiej.

Szeroko rozumiany post-metal wciąż stanowi niszowy gatunek w naszym kraju. W przeciwieństwie do kapel stonerowych, liczba zainteresowanych graniem właśnie takiej muzyki nie poraża. Tides From Nebula bliżej jest do dokonań Pelican, czy też Russian Circles, natomiast inne - mniej znane grupy - nie wpłynęły jeszcze na szersze wody.

Myślę, że wcale nie wygląda to tak jak to przedstawiłeś. Taka muzyka ma naprawdę wielu fanów w Polsce. Najlepszym przykładem na to, była dla nas trasa z Rosetta. Największa frekwencja była właśnie u nas. Bardzo dobrze było też na Węgrzech i w Czechach. Im dalej na zachód tym mniej ludzi na koncertach. Myślę, że nie ma się co frustrować, bo naprawdę nie jest tak źle jakby się wydawało. Trzeba konsekwentnie dążyć do celu jaki się obrało. My chcemy tworzyć jak najlepszą muzykę i grać jak najlepsze koncerty. Mamy wielkie szczęście, że coraz więcej ludzi na nie przychodzi i jesteśmy im za to zajebiście wdzięczni! Przy okazji staramy się zawsze zapraszać do wspólnego grania, zespoły, które są kompletnie nieznane, a według nas mają potencjał i mogą też zainteresować naszych fanów.

Chciałbym się z Wami podzielić pewnym spostrzeżeniem. Zauważyłem, że osoby, które na co dzień siedzą w bardziej tradycyjnych odmianach metalu, po kontakcie z Waszą twórczością całkowicie tracą dla niej głowę. Nie mobilizuje ich to jednak do zapoznania się z innymi przedstawicielami gatunku. Jak myślicie, dlaczego?

Dzieje się tak na pewno za sprawą dosyć sporych naleciałości metalowych w naszej muzyce. Wiele zespołów z tego nurtu jest raczej kojarzonych ze sceną HC i z niej się właśnie wywodzi. Mi to zupełnie nie przeszkadza, ale jestem pewien, że dla wielu to jest właśnie dużą przeszkodą.

Wspomniałeś wyżej o koncertach z Rosetta w ramach ich europejskiej trasy. Czy z racji tego, iż obracacie się w podobnych rejonach muzycznych, odcisnęło to na Was - jako muzykach - jakieś piętno?

Te dwa tygodnie były dla nas naprawdę wyjątkowym czasem. Mimo tego, że właściwie nikt nas nie znał, to na koncertach mieliśmy bardzo dobre przyjęcie. No i świetnie się bawiliśmy przede wszystkim z drugim zespołem, z którym graliśmy, czyli City Of Ships. Ci goście, bardzo szybko stali się naszymi przyjaciółmi! Okazało się, że mają podobne podejście do alkoholu i jointów;P. Mieliśmy, więc sporo wspólnych tematów, hehe!. Rosetta co wieczór grali naprawdę niesamowite koncerty. Robiło to duże wrażenie, ale nie sądzę, żeby odcisnęli na nas jakieś piętno. Na pewno nie zaczniemy nagle grać jak oni. Mamy zbyt mocny film na to, żeby robić muzykę po swojemu.

Grudniowa trasa, to wspólne przedsięwzięcie z Tides From Nebula. W jej trakcie odwiedzicie również Bydgoszcz, z czego niezmiernie się cieszę. Supportować będzie Was Broken Betty. Co zadecydowało o wyborze właśnie tej kapeli?

Też się cieszymy na koncert w Bydgoszczy! Ostatnio było bardzo dobrze. Mamy nadzieję, że i tym razem ludzie dopiszą. A jeżeli chodzi o Broken Betty, to jakiś czas temu organizowałem w Gdyni koncert At The Soundawn z Włoch i potrzebowałem dla nich jakiegoś supportu. Konrad wcześniej mi coś o nich wspominał. Posłuchałem kilku numerów na myspace i od razu mi się spodobało. Zaprosiłem ich na ten koncert i okazało się, że to naprawdę świetnie zapowiadający się band. Jak zaczynaliśmy planować trasę z Tidesami, to okazało się, że mamy jeszcze miejsce w busie dla 3 osób, więc od razu pomyślałem o nich. Wiem, ze ich muza dosyć mocno odbiega od tego co gramy my albo Cebule ;), ale to bardzo dobrze. Przyda się trochę pustynno-kyuss'owych klimatów. Przynajmniej nie będzie tak smutno przez cały wieczór;)

Skoro już o trasach mowa, to powiedzcie jak to w końcu było z Waszą odmową udziału w Blitzkrieg V?

Sprawa wyglądała tak, że najpierw dogadaliśmy się z organizatorem tej trasy na konkretne warunki, a po kilku miesiącach okazało się, że do składu trasy dochodzi Marduk i warunki zmieniają się diametralnie. Mówiąc krótko. Kwota, którą mielibyśmy dopłacić do tego wyjazdu, zwyczajnie nas przerosła. Nie zależało nam na tej trasie, aż tak bardzo, żeby zaciągać jakieś chore kredyty itd.

Mieliście już okazję wystąpić na jednej scenie z Minsk, Neurosis i wspomnianą wcześniej Rosettą. Która z zagranicznych drużyn znajduje się jeszcze na Waszej liście życzeń?

Chciałbym, żebyśmy zagrali kiedyś trasę z Killing Joke, Ministry, Down albo Crowbar. To by było coś:)

Czy w niedalekiej przyszłości planujecie nagrać jakiś teledysk? Zapewne byłoby to miłe uzupełnienie Waszej dotychczasowej twórczości.

Tak, mam nadzieję, że do następnej płyty uda nam się zrobić klip. Wszystko jak zwykle zależy od kasy. Nie chcemy robić jakiegoś gniota. To musi być coś naprawdę wyjątkowego. Inaczej się na to nie zdecydujemy i poczekamy do następnego razu.

2009 rok rozpieszcza nas jeżeli chodzi o koncerty. Za nami bardzo udane Knock Out Festival oraz Asymmetry. Z kolei lada dzień szykują się takie atrakcje jak Unsound, Isis w Proximie, czy też Nile, Cannibal Corpse i Dying Fetus. A na co Ty masz w planach się wybrać?

Chciałbym zobaczyć Alice In Chains w Stodole, ale już wiem, że niestety mi się nie uda. Oprócz tego, przejechałbym się na Clutch w Berlinie, ale bilety na koncert kosztują 90 euro, więc chyba też odpuszczę. Nic innego nie przychodzi mi teraz do głowy. Pewnie dlatego, że myślami jestem już na naszej trasie:)

Na deser mam dla Was pytanie pół żartem, pół serio. Co myślicie o nowej płycie Agnieszki Chylińskiej? :D

Myślę, że to co ona teraz robi jest bardzo słabe...Szkoda na to czasu;P

Tradycyjnie ostatnie słowa dla Was...

Wpadajcie na koncerty na naszej nadchodzącej trasie! Po niej zamykamy się w sali prób na kilka miesięcy. Wracamy po wydaniu nowej płyty. Pozdrawiamy!

Dzięki za wywiad!

Myspace

piątek, 23 października 2009

Thou - Through The Empires of Eternal Void

Czy nazwa widniejącej w powyższym tytule płyty nie brzmi dla Was znajomo? Ależ oczywiście, ponieważ są to słowa z utworu "Into the void" nieodżałowanego Black Sabbath! Natomiast recenzowana przeze mnie EPka jest niczym innym, jak hołdem skierowanym ku temu jakże zacnemu kwartetowi. Wkład mistrzów z Birmingham w rozwój metalu nie podlega żadnej dyskusji. Do dziś ich muzyczne patenty można wychwycić we współczesnych produkcjach spod znaku ciężkiego grania, a szczególnie widoczne jest to wśród grup zajmujących się szeroko rozumianym doom metalem. Cathedral określani są mianem najwierniejszych uczniów BS, natomiast Thou już bez żadnych kompleksów otwarcie przyznają się do swoich inspiracji w starciu z materiałem legendarnych idoli. Moją ciekawość rozbudził również fakt, iż zespół z Louisiany reprezentuje tą bardziej sludge'ową odmianę doomu. Jak zatem prezentuje się warstwa muzyczna? Już na wstępie należy zaznaczyć, że zespół dochował wiernośności wobec oryginalnych kompozycji. Nie uświadczymy tutaj żadnych przeinaczeń, udziwnień lub zbędnych eksperymentów. Duch Sabbathowych kompozycji został zachowany. Pewne mieszane odczucia może wywoływać wokal, który bardziej kojarzy mi się z barwą Jeffa Walkera z Carcass, aniżeli psychodelicznymi wariacjami Osbourne'a. W tym przypadku podpinam to jednak do plusów wydawnictwa, ponieważ pewna doza oryginalności i autonomiczności stylu zawsze jest mile widziana ze strony zespołu coverującego. Przecież wiadomo, że nie o klonowanie w tej zabawie chodzi. Brzemienie płyty jest natomiast potężne. W połączeniu z genialnymi kompozycjami, te kultowe już utwory zyskują nowe oblicze. Jest ono ciężkie, duszne i przytłaczające. Tak się jednak sklada, że wciąż mówimy tutaj o niezwykle miodnych numerach. Nieśmiertelnych kawałkach, które w rękach pokornego zespołu mogą ponownie zainteresować młode pokolenia. "Through The Empires of Eternal Void" posiada spory potencjał edukacyjny. Co prawda znam kilka osób, które mogłyby pokręcić nosem przy kontakcie z zawartością owego krążka, ale nie oszukujmy się... nie zawsze możemy mówić o istnieniu fanów zarówno współczesnych doomowych dokonań, jak i tych klasycznych, które wyszły z pod ręki BS. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak tylko zachęcić Was do sięgnięcia po EPkę w celu weryfikacji powyższych tez. :)

Myspace